Felieton dziennikarski





     Felieton prowadzi Alicja Dzierżak
     e-mail: alicja.dzierzak@urz.pl




Iwona Nieroda – studentka II roku Wychowania Fizycznego na Uniwersytecie Rzeszowskim, świeżo upieczona Wicemistrzyni Europy Seniorów w Kickboxingu w formule full contact.
Jak zaczęła się jej przygoda za sportem i jak wygląda życie sportowca? – Odpowiedzi na te pytania znajdziecie czytając zapis rozmowy. Zapraszam.

- Na początek chciałabym pogratulować Ci zdobycia srebrnego medalu podczas tegorocznych Mistrzostw Europy i zapytać, czy miałaś już okazję świętować swój sukces?

Iwona: Powiem szczerze, że nie było okazji. Przyjechałam w poniedziałek 28.11. po siedemnastodnioewj nieobecności, byłam o drugiej nad ranem w Rzeszowie, przespałam się kilka godzin i poszłam na zajęcia, bo mam straszne zaległości. Potem pojechałam na trening. Wróciłam z niego około 22.30 i nie było kiedy świętować. Przez ten tydzień tak mi czas zleciał, że praktycznie tylko nauka. Odrabiam zaległości, trenuję i na razie nie świętuję w ogóle. W tę niedzielę moja najmłodsza siostrzyczka ma dziewiąte urodziny, więc spotkam się z rodziną, pojadę do moich rodziców i tam być może jakaś opcja świętowania będzie.

Spoiler (Dalsza część artykułu): Pokaż


-Jak to się stało, że zaczęłaś trenować kick-boxing?

Iwona: Mój obecny trener, Jerzy Pilarz, był moim nauczycielem wychowania fizycznego w szkole podstawowej i w sumie od niego wszystko się zaczęło, bo to on wziął mnie na moje debiutanckie zawody w lekkiej atletyce. Na początku biegałam i myślałam, że tym się właśnie zajmę. Kiedy mój trener założył klub Diament Pstrągowa, po pewnym czasie zaprosił mnie na trening. Byłam wtedy w pierwszej klasie gimnazjum. Bardzo mi się podobało! Na początku chodziłam razem z koleżanką, ale traktowałyśmy to raczej tak rekreacyjnie, zabawowo. Trener zauważył, że mam predyspozycje i chciał, żebym startowała na zawodach. Bardzo mnie to wtedy zmotywowało. Wszystko dzięki mojemu trenerowi, bo to on wzbudził we mnie chęć startowania i wygrywania. Byłam bardzo żywym dzieckiem i było mnie wszędzie pełno. Będąc dzieckiem nie umiałam się pogodzić z przegraną, teraz oczywiście jest inaczej i może to właśnie mnie motywowało, że chciałabym trenować i zdobywać puchary.

-W jakim momencie swojego życia zdałaś sobie sprawę, że to sport jest dla Ciebie najważniejszy?

Iwona: Zawsze lubiłam sport i zawsze na to stawiałam, chociaż może nie byłam tego świadoma w szkole podstawowej. Gdy rozpoczęłam naukę w gimnazjum, zdałam sobie sprawę, że chcę związać przyszłość ze sportem.

-Jak widzowi, który nie zna zasad kick-boxingu mogłabyś opisać swoją walkę? Czy musisz wykonać jakieś specjalne kopnięcia, żeby zwycięsko wyjść z pojedynku?

Iwona: Jeśli chodzi o pojedynki w formule full contact, to walka jest podobna do bokserskiej. Chodzenie jest typowo bokserskie, ciosy w boksie są takie same, a jeśli chodzi o kopnięcia, to są one wykonywane frontalnie na przeciwnika, w jego tułów czy głowę. Wyróżniamy także kopnięcia okrężne, boczne, spadające po obrocie, z wyskoku.

-Jaka jest Twoja ulubiona formuła?

Iwona: Powinnam powiedzieć full contact, ale coraz częściej skłaniam się w stronę cięższych formuł, tj. low kick. Coraz bardziej podoba mi się również K-1, które jest bardzo widowiskowe.

-Jak myślisz, czy sukcesy Twoje, koleżanek i kolegów na arenie międzynarodowej mogą wpłynąć na popularyzację tego sportu i sprawić, że więcej osób zacznie trenować
kick-boxing?

Iwona: Wydaje mi się, że na Podkarpaciu kick-boxing stał się bardziej rozpoznawalny i więcej osób zaczęło trenować tę dyscyplinę. Przyczyniła się do tego na pewno popularyzacja kick-boxingu w prasie i telewizji regionalnej.

-Kick-boxing to połączenie różnych technik kopnięć. Czy może być zatem stosowany również jako forma obrony?

Iwona: Kick-boxing jest kombinacją boksu i karate. Być może byłoby to skuteczne na ulicy, aczkolwiek nie miałam okazji wypróbować i mam nadzieję, że się taka nie pojawi. Wiem, że jeśli użyłabym swojej siły przeciwko komuś na ulicy, to mogłabym mieć przez to kłopoty.

-Trenowałaś również lekkoatletykę. Czy dzięki biegom masz lepsze przygotowanie kondycyjne do zawodów?

Iwona: Wydaje mi się, że tak. Wiem, że fizycznie jestem o wiele mocniejsza od niektórych zawodniczek. Bardzo się cieszę, że trenowałam biegi.

-Jakie cechy charakteru powinna posiadać osoba uprawiająca kick-boxing?

Iwona: Taka osoba na pewno musi mieć hart ducha, zaparcie. Chociaż patrzę na siebie i na swoich kolegów, to widzę, że każdy z nas ma inne cechy charakteru, ale na pewno musi to być osoba uparta i dążąca do celu, wytrwała. Początki kick-boxingu są bardzo trudne, bo trenujesz cały czas technikę, uderzenia, chodzenie na nogach . Inni, bardziej zaawansowani, robią już rzeczy, które są o wiele ciekawsze, a ty ciągle to samo.

-Czy Twoje sukcesy sprawiły, że stałaś się bardziej rozpoznawalna? Odczuwasz skutki popularności?

Iwona: U siebie w miejscowości, w gminie czy w powiecie jestem rozpoznawalna, ale jeśli chodzi o większe miasta, jak na przykład Rzeszów, to ludzie nie rozpoznają mnie na ulicy.

-Czy masz swój fanklub i jak znajomi reagują na Twoje sukcesy?

Iwona: Szczerze powiem, że nie wiem, ale mam takiego jednego wiernego kibica, kolegę z gimnazjum, który śledzi wszystkie moje występy, zawsze wie, gdzie startowałam i co zdobyłam.

-Jakie rady możesz dać ludziom, którzy zaczynają trenować kick-boxing? Skąd mogą czerpać motywację?

Iwona: Najważniejsza jest wytrwałość. Pamiętam jak sama zaczynałam, zawsze powtarzałam sobie: bądź wytrwała, bądź wytrwała…

-Czy musisz stosować jakąś specjalną dietę?

Iwona: Muszę się pilnować z wagą, ale kiedy jestem po zawodach mogę sobie pozwolić na słodycze. Kiedy jestem w trakcie przygotowań do zawodów, muszę uważać na to co jem, aby moja waga nie skoczyła ponad określony poziom.

-Jaki jest Twój przepis na sukces?

Iwona: Wytrwałość, upór, samozaparcie i bardzo dużo czasu poświęconego na ćwiczenia.

-Czy masz jeszcze jakieś hobby poza sportem?

Iwona: Bardzo lubię leniuchować i jeśli mam chwilę, siadam przed telewizorem i odpoczywam. Czasu wolnego mam bardzo mało, ale lubię też aktywny wypoczynek na przykład bieganie czy pływanie.

-Czy masz jakieś plany na przyszłość?

Iwona: Bardzo chciałabym za rok wystartować na Mistrzostwach Świata w Irlandii i zdobyć medal. Chciałabym również zaliczyć rok akademicki i mieć jak najwyższą średnią, bo to też jest dla mnie ważne.

-Dziękuję za rozmowę.





Kamil i Krystian Kłeczkowie trenują skoki na trampolinie. Niejednokrotnie swoimi wynikami dają rzeszowianom powód do dumy.
Swój udział w programie ,,Mam talent” wspominają jako niezapomniana przygodę. Nic dziwnego, w końcu występy bliźniaków wprost oczarowały widzów i jury.
Zapraszam do lektury, która pozwoli bliżej poznać ich sylwetki i przybliży dyscyplinę, którą z powodzeniem uprawiają.

- Jak zaczęła się Wasza przygoda z akrobatyką?

Krystian: Już w czasach dzieciństwa mama zauważyła u nas ponadprzeciętne zdolności akrobatyczne. Na początku pierwszej klasy podstawówki zapisaliśmy się do klubu Sokół Rzeszów i tam trenowaliśmy pięć lat pod kierunkiem trenera Grzegorza Bielca.
Kamil: Trenowaliśmy na planszy czwórkę męską i pewnego dnia pojawiła się na sali trampolina. Potrafiliśmy przyjść przed treningiem dwie godziny wcześniej, aby sobie poskakać i bardzo nam się to podobało. Dlatego przepisaliśmy się do sekcji skoków na trampolinie w Stali Rzeszów.

Spoiler (Dalsza część artykułu): Pokaż


- Jak wygląda u Was okres między sezonami? Po zakończeniu jednego już myślicie o następnym czy choć na chwilę zwalniacie tempo, aby odpocząć?

Kamil: Praktycznie cały czas musimy trenować, ponieważ to jest taki sport, gdzie tydzień wolnego to jest za dużo.
Krystian: W sezonie mamy zawody średnio co miesiąc. W tym roku wyszło trochę inaczej, bo mieliśmy praktycznie co dwa tygodnie i musieliśmy trochę poświęcić szkołę. Kończy się sezon, teraz mieliśmy tydzień wolnego. Na feriach jedziemy na obóz siłowy, może nie trampolina, ale bardziej rzeczy siłowe: nogi, ręce, plecy, żeby mieć siłę na przyszły sezon i utrzymać formę.
Kamil: Całe wakacje mamy zajęte dzień w dzień przez treningi, obozy, wyjazdy. Ten sport wymaga treningów i jeszcze raz treningów.

- W jaki sposób przygotowujecie się do zawodów, jak wygląda Wasz trening?

Krystian: Na początku jest 15 – 20 min rozgrzewki. To zależy od poziomu zawodników, np. dzieci muszą poświecić 1 – 1,5 godziny na rozgrzewkę na planszy. My jesteśmy na takim poziomie, że nam wystarczy 15 min intensywnej rozgrzewki i możemy wchodzić na trampolinę. Trening trwa zwykle 2 godziny. Przed zawodami robimy sobie taki sprawdzianik, czyli robimy to, co mamy skoczyć na zawodach, wtedy trening jest krótszy i trwa od pół godziny do godziny. Ćwiczymy układy, nowe elementy, nowe połączenia elementów, trenujemy też lepszą technikę elementów.
Kamil: Teraz jest taki okres kiedy uczymy się nowych elementów, żeby z roku na rok być coraz lepszym i skakać coraz to lepsze układy.

-Wasz sport wymaga nie lada samodyscypliny i samozaparcia, a efektem tego są znakomite wyniki. Czy jednak w Waszej karierze zdarzały się jakieś momenty zwątpienia?

Krystian: Myślę, że można to pogodzić. Może jak byliśmy młodsi, a inne dzieci wychodziły na osiedle i się bawiły, a my na trening i to trochę było przykro.
Kamil: Na pewno zwątpienie pojawia się, jak jest nauka nowych elementów, bo jest to sport taki trochę psychiczny, niektórym elementy wchodzą szybciej, a niektórym troszkę wolniej. Czasem pojawia się taki kryzys, np. ja miałem rok temu półroczny kryzys – wszystkie elementy kręcone mi się pomieszały i nie skakałem. To są takie chwile zwątpienia, trzeba wtedy to przeczekać, potem wejść na batut, skoczyć raz dobrze i wszystko wraca.

-Wracając do samodyscypliny i samozaparcia, czy można się tego nauczyć i jakie jeszcze inne cechy powinna posiadać osoba uprawiająca skoki na trampolinie?

Kamil: Na pewno cierpliwość, kiedy trzeba powtarzać tysiące razy ten sam element, żeby nauczyć się go w stu procentach technicznie.
Krystian: Najlepiej mieć jakiś wzór dla siebie. U nas na początku byli to koledzy, koleżanki, którzy skakali lepiej od nas. Patrzyliśmy na nich, uczyliśmy się od nich i mieliśmy podwójną motywację, aby być tacy jak oni. Teraz się trochę zmieniło i to młodsze dzieci bardziej na nas patrzą, staramy się pokazać z jak najlepszej strony, aby miały dobry wzór.
Krystian: To się nabywa z czasem, bo na początku przez półtora roku to była taka zabawa na trampolinie. Później zaczęliśmy skakać śrubki, śruby takie elementy bardziej poważne. Teraz nie powiem, że jest to rutyna, bo trenujemy coraz trudniejsze układy.

-Czy atmosfera w miejscu, w którym odbywają się zawody ma wpływ na Wasze samopoczucie? Czy lepiej skacze się u siebie?

Kamil: Najlepiej czujemy się w Rzeszowie przy naszej publiczności. Bardzo dużo zależy też od sprzętu, bo każda trampolina jest inna. Na własnym sprzęcie na pewno lepiej się skacze. W Rzeszowie są zawody dwa razy w roku i tak się składa, że zawsze skaczemy to, co mamy skakać, ponieważ widzimy znajomych wśród publiczności, mamy podwójną motywację, żeby dobrze skoczyć i pokazać, kto rządzi w Rzeszowie.(śmiech)

-Reprezentujecie klasę mistrzowską. Jakie elementy musicie wykonać podczas zawodów?

Kamil: W klasie mistrzowskiej trzeba skoczyć układ na trudność minimum 10 punktów.
Krystian: Elementy w klasie mistrzowskiej są trudniejsze niż w klasie II i I, dlatego potrójne salta czy dwa salta z trzema obrotami to standard.

-Które z osiągnięć w swojej karierze uważacie za najważniejsze?

Kamil: W tym roku na Pucharze Świata w Hiszpanii zajęliśmy piąte miejsce i pokonaliśmy Chińczyków, z tego jesteśmy, dumni to nasz największy sukces. W Polsce jesteśmy teraz
v –ce mistrzami seniorów.

-Wolicie rywalizację indywidualną czy synchrony?

Krystian: Myślę, że indywidualną, chociaż w synchronie skacze nam się tak bardziej luźniej, lepiej się rozumiemy i czujemy się o wiele pewniej. Natomiast indywidualnie w naszym przypadku jest tak, że jak skoczymy układ w eliminacjach, to dostajemy się do finału, a wtedy trzeba się już starać żeby zająć w miarę dobre miejsce.
Kamil: Na pewno indywidualnie jest trudniej, bo jak wchodzisz to jesteś sam na siatce i wszyscy patrzą na ciebie, a w synchronie masz partnera i jest mniejsze obciążenie psychiczne.

-A braterska rywalizacja? Istnieje? Czy raczej dopingujecie się wzajemnie?

Krystian: Dopingujemy się.
Kamil: Zwykle było tak, że jak ja skoczyłem swoje, to Krystian psuł i odwrotnie. W tym roku udało się, że skakaliśmy obydwaj dobrze.
Krystian: Ja mam podejście takie bardziej luźne, bo mamy jednak ekipę w Rzeszowie na podobnym poziomie, jest rywalizacja w klubie, ale raczej się wspieramy. Czasami ktoś na zawodach zaliczy fajną glebę, śmiejemy się potem wszyscy wieczorem i raczej jest fajna atmosfera.

-Ostatnimi czasy posiadanie prywatnej trampoliny w ogrodach stało się bardzo modne. To tylko rekreacja czy myślicie, że na podwórkowych trampolinach już ćwiczą nowe talenty. Czy rodzice mogą coś już wtedy zaobserwować u swoich dzieci?

Krystian: Mogą. Taka trampolina jest na początek. Myślę, że jak bym zobaczył takie dziecko, które skacze, na pewno bym wychwycił czy się nadaje, czy nie.

-Jak myślicie czy Wasze sukcesy wpłyną na popularyzację tej dyscypliny i zachęcą młodych ludzi do uprawiania tego sportu?

Krystian: Po tym programie właśnie zauważyliśmy, że bardzo dużo wpłynęło. To był też nasz cel, żeby tę trampolinę trochę wypromować. Rozmawialiśmy z różnymi trenerami z Wrocławia, Jawora, Poznania i mówili, że dzieciaki przychodzą, chcą skakać, bo im się to podoba, chcą się na nas wzorować. O to nam chodziło i cel został osiągnięty.

-Jakie wskazówki możecie dać ludziom, którzy chcieliby uprawiać skoki na trampolinie. Jaki wiek jest optymalny, żeby zacząć i jakie trzeba mieć predyspozycje?

Krystian: Najlepiej zacząć w wieku mniej więcej 6-7 lat. Im wcześniej, tym lepiej.
Kamil: Takie dziecko jak skacze nie zdaje sobie sprawy, że elementy, które wykonuje są niebezpieczne i wtedy wchodzą szybciej i łatwiej.
Krystian: Na pewno bardzo ważna jest odwaga, ale jeśli ktoś chce i będzie chciał to robić i nie zrezygnuje po pierwszej nieudanej próbie przy nauce jakiegoś elementu, którego nie może skoczyć i będzie trenować dalej, to później będzie mógł zauważyć, jakie błędy robił. Będzie też mógł opanować nowy element teoretycznie, aby to przeszło później na praktykę.

-Macie jakieś marzenia, plany na przyszłość? Co chcielibyście robić po zakończeniu kariery?

Kamil: Chcielibyśmy tak dwa lata w cyrku sobie pomieszkać, zobaczyć, pobawić się jeszcze.
Krystian: Trenować, ile będziemy mogli, zdać maturę, wybrać jakieś fajne studia. A trener, sędzia – te plany oczywiście. Chociaż już pomagamy trenować dzieci, dajemy jakieś wskazówki, mówimy, co robią źle i co mogą poprawić, żeby było dobrze.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.